Na początku muszę podziękować mojej Ani...że mnie puściła:)
Jadę z Krzyśkiem w góry do Rumunii ----- HURRRAAA:)
Wyruszamy w środę o 16.45, na miejscu (parking przy Balea Lac na Trasie Transfogaraskiej)
jesteśmy o 7 rano. Trasa pusta, wyprzedzam tylko dwa autobusy jeszcze na leśnym odcinku trasy, później
droga cała dla nas:)
Około godziny 7.30 pojawia się parkingowy, któremu płacimy 15 Lei za 3 dni parkowania
(ok 15zł) i o 7.45 wyruszamy na szlak.
Radość nas rozpiera, więc nie czuje wogóle nieprzespanej nocy spędzonej za kółkiem:)
Plan nie jest do końca jasny, wiemy, że na pewno chcemy zdobyć Moldoveanu (2544 m n.p.m.)
i Viștea Mare (2527 m n.p.m.), ale nie wiemy jak długo nam zajmie dotarcie do tych szczytów i powrót
z moim 23 kilowym plecakiem i ok 5 kilo lżejszym Krzyśka...
W planie optymistycznym był jeszcze powrót na przełęcz Capra i zrobienie drugiego co do wysokości
szczytu Rumunii Negoiu (2535 m n.p.m.), ale niestety, drugiego dnia dostajemy info, że trzeciego dnia ma padać i się wycofujemy - postanawiamy zobaczyć Transalpine.
Rano pasterze wyganiają owce na pastwiska. W górach spotykaliśmy je bardzo często.
Trasa Transfogaraska odwiedzona przeze mnie 3 raz:) Mam nadzieję, że nie ostatni,
ponieważ Negoiu czaka na zdobycie:)
Małe jeziorko obok naszego parkingu na 2034 m n.p.m.
Wyruszamy na szlak - jeszcze uśmiech na twarzy:)
W górach dość często można spotkać schrony, w których można się za darmo przespać.
Oczywiście trzeba posiadać własny śpiwór i karimate:)
W drodze na Moldoveanu są dwa trudniejsze miejsca, w których trzeba zachować większą ostrożność:)
Tabliczek z kierunkami i czasami przejść nie było praktycznie w ogóle (poza jedną zardzewiałą), ale za to namalowanych szlaków było bardzo dużo. W tym miejscu w zasięgu wzroku naliczyłem ich 14:)
Na dole Cabana Podragu (schronisko). Do tego miejsca szliśmy 5 godzin i przed nami jeszcze 3:)
Wejście na Vistea Mare, z którego przechodzi się na Moldoveanu.
Lewy koniec wypłaszczenia Vistea Mare, prawy Moldoveanu.
Jest i on - po 8 godzinach marszu wychodzimy na Moldoveanu.
Pierwszy raz w życiu widziałem jak owce idą gęsiego:)
W Fogarach jest bardzo dużo wody. Praktycznie co chwilę spotykaliśmy jakieś jeziorko. Strumyki bardzo często wypływały ze zboczy gór i po zboczach płyneło ich przeważnie kilka. Jakbyśmy wiedzieli to nie targalibyśmy po 6 litrów wody:)
Bardzo często szlak trawersował, a zbocza były trochę spadziste:)
Pogoda nam dopisywała, ale zdarzało się że przez chwilę nie było nic widać dookoła.
Nareszcie!!! Po 2.5h marszu z Moldoveanu, kilka minut przed 20 udało nam się rozbić biwak, robimy kolację (kiełbasa z chlebem i herbatą) i jeszcze zanim robi się ciemno idziemy spać:)
Rano wstajemy koło 8.00 i o 9.00 wyruszamy na szlak. Idziemy teraz szlakiem niebieskim, który wydawało się, że będzie lżejszy...niestety na początek trzeba było się wydrapać i zejść z czterech przełęczy:)
Jeszcze fotka z pierwszej przełęczy na schronisko Podragu.
Ostatnie płaty śniegu.
Owce pasły się naprawdę wysoko. Aż się bałem że spadną:)
Żurek na obiad pod przełęczą Capra.
Pod przełęczą Capra z drugiej strony mieliśmy parking. Na przełęczy dostałem info że kolejny dzień miał być deszczowy. Rezygnujemy z Negoiu, ale w zamian idzemy jeszcze na ....
widok z Iezerului Capra (2417 m n.p.m.) i ....
widok z Vanatoarea lui Butenau (2507 m n.p.m.)
Do auta schodzimy jeszcze okrężną drogą i ok 17 jesteśmy przy aucie.
Wieczorem rozpalamy ognisko, pieczemy kiełbasę
i idziemy spać:)
Nasz namiot znajduje się nad tym zadaszeniem:) Miejsce jest dokładnie to samo co dwa lata temu. I tak samo jak wtedy rano pasterz przegonił koło nas owce, zagadał po rumuńsku do nas, my do niego po polsku, pośmialiśmy się i sobie poszedł:)
groźne rumuńskie psy:)
Tym razem udało mi się zobaczyć tamę nie tylko z góry:)
Śniadanie - żeby mamy widziały, że biedne synusie nie głodowały:)
Niedokończony, chyba wiadukt kolejowy nad wioską w Rumunii. Na słupach znajdowała się tylko jedna zarośnięta krzakami nitka (z dołu wyglądała jak na tory).
No i Transalpina.
Ktoś chętny??:)
Trasa ładna, fajna, wyżej się wyjeżdża (2145 m n.p.m), ale w mojej ocenie przegrywa z Transfogaraską:)
Dolna część Transalpiny jeszcze momentami nie posiada asfaltu, reszta jest ok.
Teraz oczekiwanie na powrót i Negoiu oraz przejście z Negoiu na Serbotę (podobno najtrudniejszy odcinek Fogaraszy). Pojedziemy - zobaczymy:)
W drodze powrotnej 80 km przed Oradeą (500 km do domu) podczas wyprzedzania Tira coś zaczyna walić pod maską:) Okazało się, że straciliśmy połowę paska od alternatora:)
Na szczęście udaję się usunąć z rolek pozwijane resztki paska i auto dojeżdża do domu na całej połowie paska:) Noga mi się trzęsła przy każdym dodaniu gazu:)
