Tym razem udaje mi się załapać na mocno męski wypad w Maramures!!!
no dobra, nawet byłem współorganizatorem:)
Wyjazd czterodniowy, w okolice Borsy. Wynajmujemy domek, pakujemy sprzęty i jedziemy.
Nie będę się tu dużo rozpisywał, bo akurat w tym przypadku nie wypada :)
Po drodze na miejsce odwiedzamy Sapante.
a to już nasz wypasiony domek dla 6 osób. W sumie za 300zł za noc nie spodziewałem się luksusów...
zaglądamy do środka... eeee, nie jest źle chłopaki, rezerwuje łóżko!!! albo nie, wole na karimacie:)
No dobra, nie było tak źle:) ten na dole jest nasz!!!
Na drugi dzień "rano" idziemy w góry. Tzn. trzech z nas idzie, dwóch jeździ na crossach a jeden pilnuje ogniska, gotuje obiad i zmywa naczynia:)
Wychodzimy na szczyt Murgu, kręcimy się koło Toroiaga (1930m n.p.m.)
Wychodząc do góry nie mogliśmy znaleźć szlaku, więc znaleźliśmy jakąś ścieżkę i szliśmy nią.
Udało się wyjść nią na jakąś polanę, a potem to już było widać gdzie szczyt, więc było łatwiej.
Na ścieżce sporo powalonych drzew.
W sumie nawet nie wiedzieliśmy jak się nazywa szczyt na który chcemy iść, po prostu był
najwyższym szczytem w okolicy w zasięgu naszych możliwości (nie chcieliśmy/nie mogliśmy poruszać się autem żeby gdzieś dojechać)
Na dół, żeby było ciekawiej, poszliśmy inna ścieżką, która z każdym rozgałęzieniem ewoluowała, aż w końcu zamieniła się w potok. Ale też było fajnie.
Drugi dzień ja z Michałem jeździmy na crossach (należało mu się, w końcu poprzedni dzień robił za kurę domową), Andrzej z Tomkiem poszli na "nasze" szczyty (potokiem do góry i na dół),
a Piotrek z Mateuszem - kury domowe:)
Zgodnie z podpowiedzią Tomka i Andrzeja, jedziemy właśnie w to miejsce :)
Nieczynna kopalnia rud metali.
Po powrocie do domku, Mateusz postanawia zrobić timelapsa i kończy się miejsce na karcie pamięci w aparacie.
Spoko, Tomek ma kompa to usunę stare i będzie miejsce na nowe foty.
No i usunąłem...foty z poprzedniego dnia!!!
Cóż, tylko Michał nie był w górach, więc go wyciągnąłem na wschodzik:)
Jak to wrócić bez zdjęć :)
Jeśli się nie mylę, Pietrosul (2303 m np.pm.) w Górach Rodniańskich.
Tym razem zaliczyłem też Toroioaga (no właśnie, na mapie Toroiaga, a na fotce dodatkowe "o"), poprzednio nie za bardzo był czas.
Po powrocie zdjęcia z karty udało się odzyskać:)



















