a teraz druga część, czyli to co tygryski lubią najbardziej:)
Zajeżdżamy do Bańska w Bułgarii, miejscowości, która nas urzekła i zaintrygowała.
Przede wszystkim nieprzyzwoicie tanio...
Wynajmujemy apartament o powierzchni 130m2
z trzema pokojami, trzema łazienkami, salonem z kuchnią, pralką, zmywarką,
kominkiem, jacuzzi itd. za uwaga - 210zł za noc za cały.
Ogólnie mógłbym Bańsko porównać do Zakopanego, ale:
- nie wiem czemu, ale nie ma turystów
(dotyczy raczej lata, w sezonie zimowym ceny w hotelach są dwa razy wyższe)
brak turystów w lecie jest odczuwalny do tego stopnia, że w lecie w sklepach sportowych
sprzedają narty i kurtki zimowe, a sklepy spożywcze wielkości biedronek są na lato
pozamykane.
- jest nieporównywalnie ładniej
Pierwsze na co trafiamy to konie, a że mamy w stadzie Lidkę,
która je uwielbia, robimy dzieciom atrakcje:)
kawałek naszego apartamentu
kilka zdjęć starówki.
Klepsydry w ich wierze wiszą bardzo długo, były nawet z przed czterech lat.
Bardzo ładne knajpy, w zasadzie w większości w podobnym stylu.
Bańsko w pewnym momencie przeżywało wielki bum na turystykę narciarską.
Powstawało w dużym tempie dużo hoteli. Niestety nagle przyszło duże załamanie
w ruchu turystycznym i teraz stoi dużo hoteli w stanie surowym, a nawet takie które są wykończone,
a widać, że pokoje nigdy nie zostały wyposażone.
Ania się relaksuje, bo...
dzieci śpią:)
Trzeci dzień należy do nas!!!
Negocjacje się powiodły i możemy iść na Wichren (2914 m n.p.m.) drugi co do wysokości szczyt Bułgarii. Ale w sumie nie ten szczyt był naszym głównym celem, ale Przełęcz Konczeto:)
Wyruszamy o 1.00 w nocy ze Schroniska Wichrem. Potem okazuje się, że z dwu-godzinnym zapasem, ale nie wiedzieliśmy do końca czego się spodziewać.
Oto i ona:)
Krótki filmik z przełęczy Konczeto.
A to Wichren.
Na 9.00 udaje nam się zejść z powrotem do schroniska, skąd jedziemy autem do bazy.
Na drugi dzień odwiedzamy Rozłog, miejscowość położoną kilka km od Bańska, ale prócz dużo niższych cen w knajpach niczym na nie urzekło:)
Ostatni dzień w Bułgarii to Monastyr Rilski, taka ich Częstochowa.
Obiadek na łonie natury i
zwiedzamy Sofie. Byłem sceptycznie nastawiony to tego miasta, ale dzięki Lidce pojechaliśmy
i było naprawdę ładnie. Po opisach w internetach nie spodziewałem się, że będzie mi się podobało:)
Ponieważ mieliśmy jeszcze zapas czasowy, w kolejny dzień jedziemy zobaczyć zamek
w Hudeonarze,
I Timisoare, w której nocujemy.
Ostatni dzień to już Węgry i baseny termalne w Gyuli.
i tak się kończy nasza przygoda. Wieczorem po basenach pakujemy się do auta i w nocy
przybywamy do domu:)