Strony

Albania - kwiecień 2013

A więc tak:) Miała być Toscania w czerwcu z Wojtkiem i Donią, ale ponieważ w naszym życiu zaszła pewna zmiana (w brzuchu Ani siedzi Buba), trzeba było wymyśleć bardziej cywilizowany kraj:) Padło na Albanię - i jak to stwierdził przyjaciel z Czech Libor - "to z deszczu pod okap":) Urlop załatwiony od 25 kwietnia do 1 maja, więc mamy całe 7 dni. Jedziemy w składzie: Ania, Madzia, Michał (pierwszy raz z nami) i ja. Do pierwszego miejsca w Albanii mieliśmy ok 1400km, więc z uwagi na stan Ani, nie mogłem zaplanować tej trasy na raz (nie jadąc autostradami, często drogami trzeciego gatunku mogło to potrwać nawet 30h). Pierwszy postój planuje w Bośni i Hercegowinie - dalsze etapy tak naprawdę nie są już planowane...jedynie mniej więcej rejon który chcemy odwiedzić (mieliśmy przewodnik i na bieżąco wymyślaliśmy co chcemy zobaczyć).


Pierwszy postój w Bośni i Hercegowinie na kawę.


Często zdarzało nam się jechać naszą terenówką bezdrożami - ta droga akurat, jak na brak asfaltu była bardzo dobra.


Sporo mają Bośniacy takich budynków.


Jakieś jeziorko po drodze.


Srebrenica - podczas wojny domowej w Bośni i Hercegowinie (1992–1995) byłoę tzw. strefą bezpieczeństwa pod nadzorem ONZ, w którym schroniły się tysiące muzułmanów z okolicznych ziem opanowanych przez Serbów.

Okrążonego miasta miał bronić holenderski oddział UNPROFOR. 9 lipca 1995 Serbowie zaatakowali miasto. Oddział holenderski nie podjął żadnych działań obronnych, a cała ludność miasta znalazła się w rękach Serbów, mieszkańcy i uciekinierzy zostali wypędzeni. W następnych dniach w okolicach miasta serbskie oddziały zamordowałyok 8 tysięcy muzułmańskich mężczyzn i chłopców.

Na zdjęciu fragment pamiątkowego cmentarza ekshumowanych z masowych grobów i zidentyfikowanych ofiar masakry (1910 osób). Muzułmańscy mieszkańcy miasta do dziś w większości nie powrócili do swych domów.


Klasyczny obiad:)


Zwykle wprowadzam do nawigacji kolejny cel i patrzę którędy mnie prowadzi. Widzę wtedy, że zawsze wytycza drogę jakimiś dziurami, mogąc ją wytyczyć głowną drogą nadrabijąć kilka kilometrów. Jednak praktycznie nigdy jej nie poprawiam, bo te drogi są przeważnie ciekawsze niż te główne - niestety w tych krajach często dziurawe, albo brak na nich asfaltu:) Tym razem nie było tak źle, a widoki za to piękne.



Wyszehrad - widok na Dunaj.


Park Narodowy Sutjeska. W tym parku znajduje się najwyższy szczyt Bośni i Hercegowiny - Maglić (2386 m n.p.m.). Nie wiedziałem o tym jak tam byliśmy więc nie zrobiliśmy mu zdjęcia:)



Nocujemy w hotelu i w aucie:) Tzn. ja z Anią w hotelu w miasteczku przy drodze (25 EURO za dwie osoby), Magda z Michałem wzieli pakiet oszczędnościowy w aucie:)


Granicę bośniacko-czarnogórską przekraczamy w Szczepan Polje. To już most w Czarnogórze.





Cetynia - dawna stolica Czarnogóry



Cetynia z góry:)


Widok z przełęczy między Cetynią i Kotorem. Bardzo ładna widokowa trasa - z 1000 m n.p.m. zjeżdza się na krótkim odcinku do Zatoki Kotorskiej.


Nocleg w Ulcinj


Na drugi dzień rano pochodziliśmy trochę po Ulcinj


Cytryny na drzewie.



Następny przystanek jest we Wlorze - mało tego - śpimy w tym samym hotelu co rok temu:) - mało tego - w tym samym pokoju:) Recepcjonista trochę się zdziwił jak chciał nam pokazać pokój, a my że nie chcemy bo byliśmy w nim rok temu. Koszt noclegu to 25 EURO za 4 osoby. Apartament z dwoma pokojami, łazienką i aneksem kuchennym (gazu w kuchence nie zdążyli wymienić od tamtego roku)


Kolejny dzień to plażowanie:)


Wesela odbywają się u nich w niedzielę.


 Jestem sierotą proszę mi pomóc, niech cię Bóg błogosławi. 


Teatr we Vlore.


Chwilę z Ania pochodziliśmy po dzielnicy, gdzie mieszkają tubylcy. Miejsce to odbiegało trochę od wybrzeża z licznymi hotelemi...





Powrót z plaży


i jeszcze tego samego dnia wyruszamy do Beratu.


Drogi nie zachwycały, jechało się często po dziurawych drogach i to nie były dziury przez które normalnie się przejeżdzało, trzeba było się naprawdę namyśleć, którędy przejechać żeby czegoś nie urwać pod spodem.


Ta wyjątkowo była przykryta oponą, ale wiele innych trochę płytszych nie było niczym oznaczonych (zręsztą tam wogóle nie występuje znak nierówności na drodze - bo niby po co - bardziej przydałby im się znak "uwaga równa droga")



Na wieczór zajeżdzamy do Beratu - miasteczko leżące nad rzeką Osum, w 2008r zostało wpisane na listę UNESCO.










Uniwersytet w Beracie.



Trzecia - ostatnia noc w hotelu.



Łazienka nie wiedzieć czemu była oddzielona od pokoju szybą. Niby nic miało nie być przez nią widać, ale...nie pokaże tutaj zdjęć, ale można było dużo zobaczyć:)


Mieliśmy też małe przygody z autem - tu akurat wjechaliśmy u Albańczyka na kanał i za Kasztelana pomógł nam uciszyć głośne stuki na poduszcze od dyfra (cały dzien wcześniejszy myślałem, że to dyfer się rozlatuje). Pomógł kawałek gumy podłożony w odpowiednie miejsce. Potem jeszcze w drodze powrotnej padło łożysko w kole i jazda z tyłu stała się mało przyjemna:) Na domiar wszystkiego podczas ruszania z pobocza po postoju przy bunkrach nie zauważyłem sporego kamienia i najechałem na niego. Chrobot był straszny:) aż wybiło podłogę pod nogami z tyłu. Potem na szczęście już Polsce zauważyłem że ucierpniał przewód paliwowy (zgiął się ale na szczęście nie przeciekał). Podwozie powgniatane kamieniem na długości ok 1.5m.


Ogumienie - jeszcze trochę pojeździ:)



Autostrada


Orikum - starożytne miasto. Miało być ciekawie, a było słabo i drogo:) Nawet nie chce mi się o tym pisać:)






Przełęcz Llogara, powtórka z tamtego roku:)


Znaleźliśmy drugie wejście do bunkra, przy którym robiliśly sobie zdjęcia w tamtym roku. Więc weszliśmy tędy


szliśmy tędy


i tędy


i wyszliśmy tędy:)




Kolejny nocleg na stacji w aucie - ale było niewygodnie:)



Chyba najlepszy most jakim jechaliśmy - biorąć pod uwagę stan techniczny. W Polsce 99% mostów było by zamkniętych dla ruchu jakby były w takim stanie jak tam.



Mostki spotkane po drodze z Tepelenë do Korczy.



Widoki były piękne, jednak trzeba było za to zapłacić 6-cio godzinną jazdą po drodzę liczącej 120km:)
Może ze dwa razy wrzuciłem 3 bieg:) Wtedy zawsze rozmyślam o jakiejś terenówce:)





Znalezisko w bunkrze... nie napisze co to jest, bo nie chce żeby mój blog i ja był sprawdzany przez jakieś służby. Zawsze może być podejrzenie, że przywiozłem do Polski:)


Jednak kontrole na granicy macedońskiej i brak możliwości odbywania kary więzienia poza granicami Maceodnii skutecznie mnie do tego zniechęciły. Poza tym żona z teściową by mnie z domu wyrzuciły z tym czymś:)




Strasznie muszą się lubić z Amerykanami, bo przeważnie koło ich flagi wisi amerykańska.



Końcówka Albanii - Jezioro Ohrydzkie



Tetovo - malowany meczet



Belgrad



Powrót o 3 w nocy ze środy na czwartek, w czwartek Ania do pracy, ja remont auta i o 23.30 tego samego dnia jedziemy nad polskie morze:) Trzeba było wypełnić resztę weekendu majowego.

Bardzo fajny wyjazd, przejechaliśmy 3 700km.

Chciałbym, żeby na razie to był ostatni wyjazd w tamte rejony. Zaczynam się interesować wschodem - czym dalej tym lepiej - docelowo Syberia.