Wertując niedawno mapę Europy wpadło mi w oko to małe państwo (Mołdowa) i jak zobaczyłem, że jest tam tylko 1050km postanowiłem, że w najbliższym czasie tam pojedziemy. Wybraliśmy się w składzie:
Ania, Kebab, Piotrek i ja.
Wyruszamy w niedziele wieczorem, o 23.00 jesteśmy na granicy węgiersko-rumuńskiej. I pierwsza zonk na tej wyprawie. Strażnik graniczny prosi mnie o dowód rejestracyjny od auta...a w portfelu go nie ma:/ (nie znalazł się do dziś - trzeba wyrobić nowy). Wypisał 18 euro mandatu i powiedział, że radziłby nam wracać do domu:)
Przetrzepaliśmy całe auto (łącznie z wyciąganiem dywaników i szukaniem pod siedzeniami, wyciągneliśmy wszystkie bagaże z bagażnika - choć nie było prawa żeby on tam był).
Godzina 0.00 - decyzja że wracamy i zamieniamy auto na Seata Ibizę Piotrka.
Jednym słowem przejechaliśmy się 760km żeby sprawdzić czy droga jest dobra:)
Chociaż widoki w czasie powrotu mieliśmy ładne - na zdjęciu Tatry od strony Słowacji.
O 6.00 rano w poniedziałek jesteśmy w Nowym Targu i okazuje się, że Piotrek nie ma zielonej karty:)
W tym miejscu chcę podziękować cioci Bożence - wypisała nam kartę o 6 rano - nie wspominając że dzwoniłem do niej o północy z granicy czy nie został u niej mój dowód rej. - ubezpieczałem dzień wcześniej swoje auto:)
W końcu ruszamy.
Zmieniliśmy trochę plan i zaczynamy zwiedzanie od Rumunii, a nie Mołdowy.
Jedziemy do Baia Mare i Sapanty
Po drodze w zderzak wpadł nam ptaszek - chyba kuropatwa:)
Rumunia od razu przywitała nas piękną drogą:)
Baia Mare
Sapanta - nie wiem co to będzie, budynek znajduje się obok cerkwi (zdjęcie poniżej), która według przewodnika jest najwyższą drewnianą budowlą w Europie.
Wesoły cmentarz (rum. Cimitirul Vesel) - nagrobki przedstawiają sceny z życia zmarłych.
Przed przekroczeniem granicy Mołdowy postanowiliśmy się wykąpąć na stacji w umywalce:)
Pierwszym miejscem zwiedzanym w Mołdowie była Soroca. Na zdjęciu pomnik który ma przedstawiać świeczkę:)
Dzielnica cygańska - dlaczego oni budują takie wielkie domy??:)
No i jeden z ważniejszych punktów tej wycieczki (przynajmniej dla mnie). Przed wyjazdem przypadkiem wpadłem w internecie na zdjęcia ogromnych bunkrów w Mołdowie. Nigdzie nie było informacji, gdzie one się znajdują. W końcu sie udało, ale nie zdradze na razie gdzie to jest, dopóki nie odwiedze tego miejsca drugi raz:) Miejsce jest niesamowite. Było to podobno miejsce dowodzenia układu warszawskiego. Bunkry nie zostały dokończone, a wszystko co było metalowe i dało się ukraść okoliczni mieszkańcy wywieźli na złom. Bunkry mają podobno 36m średnicy i 60m głębokości (info z internetu). W okolicy bunkrów miało chyba powstać jakieś osiedle, ponieważ były tam niedokończone bloki w różnym etapie budowy. Poniżej kilka zdjęć.
Na wieczór zajechaliśmy do miasta Orhei, w którym postanowiliśmy się przespać w hotelu:) Hotel Cordu był chyba bardzo stary. Po długich negocjacjach udało nam się wynegocjować dwa pokoje jednoosobowe w cenie 250 lei mołdawskich każdy (70zł za pokój). Cena więc była bardzo nieadekwatna do warunków...
Wieczorem przed hotelem... w końcu Mołdowa słynie z produkcji win:)
Orhei
Drogi były bardzo złe - poza małymi odcinkami, jak na powyższym zdjęciu. Drogi bardzo szerokie, aż można było się na nich zgubić:)
Monastyr w Trebujeni
Cerkiew w jednej z wykutych jaskiń.
Pod monastyrem były różne jaskinie, niektóre wykute przez ludzi.
Więzienie w miejscowości Branesti
Przed więzieniem.
Flaga Republiki Mołdowy. Różni się od rumuńskiej tylko godłem (na rumuńskiej go nie ma)
Rada Miejska w Kisziniowie.
Kisziniów - stolica Mołdowy. Spory plac w centrum miasta.
W Kisziniowie postanowiliśmy przespać się w hostelu. Hostel prowadzi Swietłana, która ok 19.00 otwarła nam metalowe drzwi w szlafroku. Przez chwilę konsternacja, gdzie my trafiliśmy, ale okazało się, że wszystko jest ok. Hostel prowadziła w swoim domu, wynajmowała jeden pokój, w którym były 3 łóżka piętrowe. Łazienkę i kuchnię, w której mieszkała dzieliła z gośćmi hostelu. W pokoju spaliśmy z Nikko z Bułgarii i Jerum (nie pamiętam pisowni) z Holandii. Żeby było ciekawiej Holender przyleciał awionetką:) Było sympatycznie, obaj rozmawiali po angielsku.
Kolejnym punktem podrózy miało być Naddniestrze (państwo które swoją autonomię ogłosiło 1990 roku - nie uznaje go praktycznie żadne szanujące się państwo). Granica to druty kolczaste, szlabany, żołnierze z karabinami, czołg w gotowości. Ogólnie bardzo ciekawie. Nasze auto zostało dokładnie przeszukane i na nasze nieszczęście granicznik znalazł w aucie pałkę teleskopową. Spytali się nas czy jesteśmy bandytami i powiedzieli że nie możemy z tym wjechać na ich terytorium. Powiedzieli, że trzeba spisać protokuł, auto zostanie zarekwirowane, a Piotrek pojedzie na przesłuchanie przez KGB:) Oczywiście zasugerowali, że można to załatwić inaczej...tym sposobem pozbyliśmy się 100 dolarów. Oczywiście kazali nam zawrócić.
Będzie trzeba kiedyś zrobić kolejne podejście:)
Zdecydowaliśmy się jechać do Rumunii, na zdjęciu wjazd do Kisziniowa od strony Naddniestrza.
Galeria w Kisziniowie.
Na granicy Ibiza przeżyła kolejną wpadkę w dołek:) Skręciliśmy w złą uliczkę na granicy i nie zauważyliśmy (w sumie to ja nie zauważyłem), że nie ma kratek. Metr dalej był kanał z kratkami. Na szczęście jedno koło przeszło po widocznej ramce, drugie niestety nie miało tyle szczęścia. Staliśmy więc przednimi kołami za kanałem a tylnymi przed:) Na pomoc przyszli stojący w kolejce tirowcy, którzy wpadli na pomysł żeby wyjąć płytę od studni i po niej przejechać autem z powrotem.
RTG na granicy mołdawsko-rumuńskiej. Skanuje dwa rzędy samochodów na raz.
Jakiś czołg kilka kilometrów przed granicą rumuńską.
Trochę zabawy:)
Takie miejsce znaleźliśmy sobie na kolejny nocleg:)
Kebab stwierdził, że należy się spytać lokalnej ludności czy możemy się rozbić w tym miejscu. Wzięliśmy więc przewodnik w którym był podstawowy słownik rumuńsko - polski i próbowaliśmy się dogadać. Nie udało się, ale było zabawnie:)
Dziewczyny, z którymi próbowaliśmy się dogadać przyjechały nabrać wody ze źródła. Jak się ściemniło wzięliśmy sobie w nim kąpiel:)
O poranku wyszliśmy zobaczyć jeziorko z tamy.
Nie mieliśmy korkociągu, więc trzeba było sobie radzić na różne sposoby:)
Kukurydza z grilla na tamie na Trasie Transfogarskiej.
Jak ja lubię ten widok:)
Nocleg na trasie Transfogarskiej:)
Ostatniego dnia postanowiliśmy iść w góry Fogarskie.
Tam można chodzić gdzie się chce:) nawet w rezerwacie można rozbić namiot.
Nie ma to jak przez chwile poudawać prawdziwą turystkę:P
Ania z Piotrkiem zeszli trochę wcześniej do schroniska, a ja z Kebabem przebiegliśmy się jeszcze po górkach.
Na koniec zeszliśmy do auta (jakieś 2 godzinki - cała trasa zajęła nam ok 6 h) a Ania z Piotrkiem zjechali kolejką.
Sentyment do stacji, na której jedliśmy podczas wyprawy na Trasę Transfogarskiej kazał nam się tam zatrzymać i tym razem:)
Było super, pozostał tylko niedosyt, że nie wpuścili nas do Naddniestrza.
Ania, Kebab, Piotrek i ja.
Wyruszamy w niedziele wieczorem, o 23.00 jesteśmy na granicy węgiersko-rumuńskiej. I pierwsza zonk na tej wyprawie. Strażnik graniczny prosi mnie o dowód rejestracyjny od auta...a w portfelu go nie ma:/ (nie znalazł się do dziś - trzeba wyrobić nowy). Wypisał 18 euro mandatu i powiedział, że radziłby nam wracać do domu:)
Przetrzepaliśmy całe auto (łącznie z wyciąganiem dywaników i szukaniem pod siedzeniami, wyciągneliśmy wszystkie bagaże z bagażnika - choć nie było prawa żeby on tam był).
Godzina 0.00 - decyzja że wracamy i zamieniamy auto na Seata Ibizę Piotrka.
Jednym słowem przejechaliśmy się 760km żeby sprawdzić czy droga jest dobra:)
Chociaż widoki w czasie powrotu mieliśmy ładne - na zdjęciu Tatry od strony Słowacji.
O 6.00 rano w poniedziałek jesteśmy w Nowym Targu i okazuje się, że Piotrek nie ma zielonej karty:)
W tym miejscu chcę podziękować cioci Bożence - wypisała nam kartę o 6 rano - nie wspominając że dzwoniłem do niej o północy z granicy czy nie został u niej mój dowód rej. - ubezpieczałem dzień wcześniej swoje auto:)
W końcu ruszamy.
Zmieniliśmy trochę plan i zaczynamy zwiedzanie od Rumunii, a nie Mołdowy.
Jedziemy do Baia Mare i Sapanty
Po drodze w zderzak wpadł nam ptaszek - chyba kuropatwa:)
Rumunia od razu przywitała nas piękną drogą:)
Baia Mare
Sapanta - nie wiem co to będzie, budynek znajduje się obok cerkwi (zdjęcie poniżej), która według przewodnika jest najwyższą drewnianą budowlą w Europie.
Wesoły cmentarz (rum. Cimitirul Vesel) - nagrobki przedstawiają sceny z życia zmarłych.
Przed przekroczeniem granicy Mołdowy postanowiliśmy się wykąpąć na stacji w umywalce:)
Pierwszym miejscem zwiedzanym w Mołdowie była Soroca. Na zdjęciu pomnik który ma przedstawiać świeczkę:)
Dzielnica cygańska - dlaczego oni budują takie wielkie domy??:)
No i jeden z ważniejszych punktów tej wycieczki (przynajmniej dla mnie). Przed wyjazdem przypadkiem wpadłem w internecie na zdjęcia ogromnych bunkrów w Mołdowie. Nigdzie nie było informacji, gdzie one się znajdują. W końcu sie udało, ale nie zdradze na razie gdzie to jest, dopóki nie odwiedze tego miejsca drugi raz:) Miejsce jest niesamowite. Było to podobno miejsce dowodzenia układu warszawskiego. Bunkry nie zostały dokończone, a wszystko co było metalowe i dało się ukraść okoliczni mieszkańcy wywieźli na złom. Bunkry mają podobno 36m średnicy i 60m głębokości (info z internetu). W okolicy bunkrów miało chyba powstać jakieś osiedle, ponieważ były tam niedokończone bloki w różnym etapie budowy. Poniżej kilka zdjęć.
Na wieczór zajechaliśmy do miasta Orhei, w którym postanowiliśmy się przespać w hotelu:) Hotel Cordu był chyba bardzo stary. Po długich negocjacjach udało nam się wynegocjować dwa pokoje jednoosobowe w cenie 250 lei mołdawskich każdy (70zł za pokój). Cena więc była bardzo nieadekwatna do warunków...
Wieczorem przed hotelem... w końcu Mołdowa słynie z produkcji win:)
Orhei
Drogi były bardzo złe - poza małymi odcinkami, jak na powyższym zdjęciu. Drogi bardzo szerokie, aż można było się na nich zgubić:)
Monastyr w Trebujeni
Cerkiew w jednej z wykutych jaskiń.
Pod monastyrem były różne jaskinie, niektóre wykute przez ludzi.
Więzienie w miejscowości Branesti
Przed więzieniem.
Flaga Republiki Mołdowy. Różni się od rumuńskiej tylko godłem (na rumuńskiej go nie ma)
Rada Miejska w Kisziniowie.
Kisziniów - stolica Mołdowy. Spory plac w centrum miasta.
W Kisziniowie postanowiliśmy przespać się w hostelu. Hostel prowadzi Swietłana, która ok 19.00 otwarła nam metalowe drzwi w szlafroku. Przez chwilę konsternacja, gdzie my trafiliśmy, ale okazało się, że wszystko jest ok. Hostel prowadziła w swoim domu, wynajmowała jeden pokój, w którym były 3 łóżka piętrowe. Łazienkę i kuchnię, w której mieszkała dzieliła z gośćmi hostelu. W pokoju spaliśmy z Nikko z Bułgarii i Jerum (nie pamiętam pisowni) z Holandii. Żeby było ciekawiej Holender przyleciał awionetką:) Było sympatycznie, obaj rozmawiali po angielsku.
Kolejnym punktem podrózy miało być Naddniestrze (państwo które swoją autonomię ogłosiło 1990 roku - nie uznaje go praktycznie żadne szanujące się państwo). Granica to druty kolczaste, szlabany, żołnierze z karabinami, czołg w gotowości. Ogólnie bardzo ciekawie. Nasze auto zostało dokładnie przeszukane i na nasze nieszczęście granicznik znalazł w aucie pałkę teleskopową. Spytali się nas czy jesteśmy bandytami i powiedzieli że nie możemy z tym wjechać na ich terytorium. Powiedzieli, że trzeba spisać protokuł, auto zostanie zarekwirowane, a Piotrek pojedzie na przesłuchanie przez KGB:) Oczywiście zasugerowali, że można to załatwić inaczej...tym sposobem pozbyliśmy się 100 dolarów. Oczywiście kazali nam zawrócić.
Będzie trzeba kiedyś zrobić kolejne podejście:)
Zdecydowaliśmy się jechać do Rumunii, na zdjęciu wjazd do Kisziniowa od strony Naddniestrza.
Galeria w Kisziniowie.
Na granicy Ibiza przeżyła kolejną wpadkę w dołek:) Skręciliśmy w złą uliczkę na granicy i nie zauważyliśmy (w sumie to ja nie zauważyłem), że nie ma kratek. Metr dalej był kanał z kratkami. Na szczęście jedno koło przeszło po widocznej ramce, drugie niestety nie miało tyle szczęścia. Staliśmy więc przednimi kołami za kanałem a tylnymi przed:) Na pomoc przyszli stojący w kolejce tirowcy, którzy wpadli na pomysł żeby wyjąć płytę od studni i po niej przejechać autem z powrotem.
RTG na granicy mołdawsko-rumuńskiej. Skanuje dwa rzędy samochodów na raz.
Jakiś czołg kilka kilometrów przed granicą rumuńską.
Trochę zabawy:)
Takie miejsce znaleźliśmy sobie na kolejny nocleg:)
Kebab stwierdził, że należy się spytać lokalnej ludności czy możemy się rozbić w tym miejscu. Wzięliśmy więc przewodnik w którym był podstawowy słownik rumuńsko - polski i próbowaliśmy się dogadać. Nie udało się, ale było zabawnie:)
O poranku wyszliśmy zobaczyć jeziorko z tamy.
Nie mieliśmy korkociągu, więc trzeba było sobie radzić na różne sposoby:)
Kukurydza z grilla na tamie na Trasie Transfogarskiej.
Jak ja lubię ten widok:)
Nocleg na trasie Transfogarskiej:)
Ostatniego dnia postanowiliśmy iść w góry Fogarskie.
Tam można chodzić gdzie się chce:) nawet w rezerwacie można rozbić namiot.
Nie ma to jak przez chwile poudawać prawdziwą turystkę:P
Ania z Piotrkiem zeszli trochę wcześniej do schroniska, a ja z Kebabem przebiegliśmy się jeszcze po górkach.
Na koniec zeszliśmy do auta (jakieś 2 godzinki - cała trasa zajęła nam ok 6 h) a Ania z Piotrkiem zjechali kolejką.
Sentyment do stacji, na której jedliśmy podczas wyprawy na Trasę Transfogarskiej kazał nam się tam zatrzymać i tym razem:)
Było super, pozostał tylko niedosyt, że nie wpuścili nas do Naddniestrza.





































































































Super wpis. Pozdrawiam i czekam na więcej.
OdpowiedzUsuń