Strony

Włochy - Przełęcz Stelvio, Toscania i San Marino - czerwiec 2014


Wreszcie wyjazd do Włoch, na który czekały dziewczyny:)
Jedziemy do Toscanii, ale żeby było trochę po mojemu musimy trochę nadrobić (300km)
i przejechać przez Przełęcz Stelvio (2758m n.p.m.)
Jedziemy z Anią, Kasią i Filipem oraz Donia, Wojtkiem i dzieciakami (Maja, Kacper i Adaś).
Reszta ekipy (Oliwka, Szymon i Hania wyjechali tydzień wcześniej
i dojeżdzają do nas na miejsce koło Pistoi)
Mamy wynajęty domek kilka kilometrów koło Pistoi.
Wyjeżdzamy ok. 17 z Nowego Targu i po 26h jesteśmy w domku (oczywiście z wizytą na przełęczy)
Ale po kolei... 


Dwu godzinny przystanek w Wiedniu na nocne zwiedzanie (widok z Kallenbergu)





Adaś coś Ty narobił??:)





Przystanek przy drodze w Szwajcarii.




Przełęcz jeszcze dwa tygodnie przed naszym przyjazdem była nieprzejezdna, ale jakoś tydzień przed naszą wizytą przełęcz gościła kolarzy Giro Italia, więc wszystko ładnie odśnieżyli:)







Zakręty bardzo ostre, trzeba było się składać z lewego pasa, żeby się wyrobić.





Pierwsza miejscowość we Włoszech, Montecatini Terme:)



Podróż najstarszą kolejką górską we Włoszech w miejscowości Montecatini Alto.








Lucca




Kacper i jego motoć:)














Temperatura dawała się we znaki, więc czasem trzeba było przesuszyć body Filipowi:)


Piza i krzywa wieża.













Po Pizie chcieliśmy poleżeć na plaży, ale stan tej którą znaleźliśmy pozostawiał wiele do życzenia (wyschnięty wał glonów na brzegu i śmieci w wodzie) więc postanowiliśmy pojechać do Romaggiore.



         
i było warto:)




Nawet plaża taka jaką lubie:)







Porzucony rower - dość częsty widok.






Wujek - jedziemy !!!


Nasz domek.





Castellina in Chianti





















W San Gusme wszyscy poszli zwiedziać, oprócz mnie i śpiących dzieci w autach:)
Znaleźli dziadka, który produkował oliwę. Niestety nie miał butelki, żeby mogli odlać z dużej beczki i kupić.



Siena





 


Do Florencji postanowiliśmy się wybrać pociągiem - zajechaliśmy
do pierwszej wsi za Pistoią i wsiedliśmy do pociągu.





















Przy domku mieliśmy basen, więc trzeba było wykorzystać.


Droga powrotna znowu trochę okrężnie:)





przez San Marino.
















Odpoczynek w Venzone podczas drogi powrotnej. Bardzo malownicze włoskie miasteczko.


W tym domu urodziło się dziecko. Nie wiem czy to lokalny, czy włoski zwyczaj...:)


ide ide:)




Gołąbki na stacji w Austrii.



Jabłonka i zachód słońca. Widok na Babią Górę.

Włochy ładne, ale drogie. Mówią, żeby nie przeliczać na złotówki tylko wydawać:) Ale jednak zarabiam w złotówkach, więc zawsze przeliczam:)
Dziewczyny pojechałyby pewnie jeszcze raz, ja tam wole np. Rumunie:)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz