Planowaliśmy trochę inny kierunek, ale ... w tym miejscu pozdrawiamy rota wirusa który się zagnieździł w miejscu gdzie mieliśmy jechać :)
Ostatecznie udajemy się z Państwem Kubinkami i małą Hania na Słowację.
Wyjeżdżamy 1 maja i lądujemy w Liptowskim Trnovcu, gdzie wynajmujemy domek.
Pierwszego i drugiego dnia są z nami jeszcze Ania z Tomkiem i małym Kubą, potem wyjeżdżają
i dołączają do nas Ania z Lidką, Kebabem i małym Mateuszem rozrabiaką:)
Pierwszego dnia z Ania, Oliwką, Szymkiem, Hania i Filipem udajemy się do Doliny Kwaczańskiej.
Dzień drugi zaczynamy wyjściem z Szymkiem i Tomkiem na Wielki Chocz. Idziemy w nocy, żeby zdążyć na wschód słońca. Wyjazd z domku o 3.00, 3.20 na szlaku. Niestety, w nocy jak to nocy....ciemno:)
Zgubiliśmy szlak, nadrobiliśmy ponad godzinę drogi i na szczycie jesteśmy 15 min po wschodzie:)
Ale i tak warto było.
Hotel Chocz pod szczytem:)
Powrót na 9.00, godzinkę przed czasem wyznaczonym przez żony:)
Kolejny dzień zaczął się zimno i wietrznie.
Wybieramy się do miejscowości Święty Krzyż, w którym znajduje się drewniana świątynia ewangelicka. Jest to jedna z największych budowli drewnianych w Europie. Może pomieścić 3 tys. wiernych.
Potem jedziemy do Vlkolínec, miejscowości która jest żywym skansenem wpisanym na listę UNESCO.
Wieczorem Szymon z Michałem (przyjechał Z Danką, Baśka i Grabsonem na jeden dzień) zażywają kąpieli w dzikich wodach termalnych:) Woda 32 st.
Dzień ostatni to wypad do Doliny Prosieckiej.
Mamo, nie chce deserku, daj mięso:)
Piec hutniczy koło miejscowości Podbiel
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz