Strony

Rumunia - sierpień 2015

Rumunia - chyba najbardziej lubiany przez nas kraj do podróżowania:)
Z Ania i Filipem oraz Donią, Wojtkiem i dziećmi (Maja, Kacper i Adaś) ruszamy poznać kolejne miejsca w Rumunii. Część miejsc pokrywa nam się z poprzednimi miejscami, ale akurat w tym przypadku nie ma to większego znaczenia.
Plan mamy na pierwsze 2-3 dni, potem też jest plan, ale już nie taki klarowny:)
Wyjeżdżamy w piątek wieczorem i na rano planujemy być na Transalpinie.
Kolejny dzień to wyjście na Negoiu (2535m n.p.m. - trzeci co do wysokości szczyt w Rumunii).
 Trzeci dzień przeznaczymy na Trase Transfogaraską i ewentualnie na Sybin.
Ostatecznie trasa wyglądała następująco:
Transalpina - Transfogaraska - Sybin - Biertan (kościół warowny) - Sighisoara - Viscri (kościół warowny) - Rupea (zamek chłopski) - Braszów - Rasnow (zamek chłopski) - Bran - Sinaia (Pałac Peles) - Bukareszt - Vama Veche (imprezowisko) - Bułgaria (w kolejnym poście) - Przełom Dunaju - Timisoara

Na Transalpinie planowaliśmy być najpóźniej o 8.00 rano w sobotę. Jednak udało się dotrzeć dopiero koło południa:) Przejeżdżamy trasę i lecimy na nocleg pod Transfogaraską.



Pierwsza noc była za kółkiem, a tu na kolejny dzień ambitny plan wstania o 3.00 rano i wyjście na Negoiu. Idziemy tylko ja i Wojtek. Wojtek z rodzinką śpi w pensjonacie, my obok w namiocie. Pobudka o 3.00 i jedziemy na szczyt trasy (Balea Lac). Droga ma 60 km i mnóstwo zakrętów, więc zajmuje nam ponad godzinę. Zajeżdżamy na górę, ale jeszcze jest ciemno, więc szybka drzemka w aucie i o 5.00 wyruszamy na szlak.



Żeby nie było - tabliczka wisiała na sznurku na gwoździu:)



Po ok. 2,30 h docieramy do Jeziorka Caltun. Pod tym jeziorkiem biwakuje sporo osób.


W takim "schronie" można się za darmo przespać (podobno często jest tam komplet ludzi)






Zdjęcie tego nie oddaje, ale to najtrudniejsze odcinek czerwonego szlaku na Negoiu. Jest stromo, łańcuchy i dużo luźnych kamieni, które można komuś spuścić na łep:) Część ludzi omijała ten szlak szlakiem żółtym. My żółtym zdecydowaliśmy się zejść w dół. Schodzić po tej stromizmie było niebezpiecznie. Aczkolwiek cała trasa na Negoiu nie jest taka straszna jak to ludzie opisują. Każdy kto kilka razy w roku chodzi po wyższych partiach Tatr poradzi sobie z tym szlakiem bez problemu.



Tabliczka ostrzegająca o niebezpiecznym fragmencie trasy (zrozumieliśmy tylko słowo ATIENTE)



Szczyt Negoiu







Środek "schronu" który jest kilka fotek wyżej.


bez komentarza









Ktoś się zmęczył:)


Widok na Balea Lac



A to już kolejny dzień. Ekipa ze Skody została drugi dzień w pensjonacie na dole, a my jedziemy w okolice Balea Lac, rozkładamy łóżko w naszym Multivanie i dzięki temu mamy taki poranek:)





Jemy parówki na śniadanie i jedziemy do Sybin.










PIERDUT:)



W Sybinie jemy obiad i zostaje nam na tyle czasu, żeby pojechać do Sighisoary i po drodze zobaczyć kościół warowny w Biertanie.



Wujek, ale się zmęczyłem:)



Drzwi do jednego z pomieszczeń kościoła warownego.




Dojeżdżamy do Sighisoary, ale jest już po 19.00 więc szukamy noclegu:) Wojtek już wcześniej zarezerwował sobie nocleg w cywilizowanych warunkach, a my początkowo mieliśmy spać w aucie koło jeziorka (na mapy gógle wyglądało spoko), ale jak zajechaliśmy na miejsce miałem jakieś dziwne przeczucie, żeby tam nie spać i ostatecznie znaleźliśmy się na parkingu koło Kauflanda:)


Pobudka, kanapki z dżemem i mlekiem i ruszamy na podbój Sighisoary.







Kolejnym punktem na trasie jest Braszów. Ale, żeby nie było tak łatwo Donia miała przygotowane po drodze kolejne zamki i kościoły warowne:) Pierwsze zwiedzamy kościół warowny w Viscri.






Zauważyłem, że w Rumunii raczej nie istnieje "Zakaz wstępu", ale raczej "wchodzisz na własne ryzyko":)






Zatrzymujemy się też w miejscowości Rupea, żeby zobaczyć zamek chłopski.


Na wieczór jesteśmy w Braszowie.



W Braszowie Wojtek wynajął całe mieszkanie, więc tym razem nocleg mamy w normalnym łóżku:)
Rano wstajemy i jedziemy do Branu, gdzie znajduje się zamek Draculi:)


Po drodze do Branu zwiedzamy jeszcze zamek chłopski w Rasnovie. 




No i jest "cel dnia" - Bran. Kolejka do kasy jak do kolejki na Kasprowy Wierch i klimat rodem z Krupówek:) Na dodatek bilet do zamku 30 zł:)
Nawet Donia się poddała:)


Odjeżdżamy kawałek od zamku, żeby był lepszy widok do zrobienia zdjęć:)
I trafiamy na takie klimatyczne miejsce:)





Wojtek nieprzerwanie walczy z rezerwacjami kolejnych hoteli, a my oddalamy się od zabudowań i śpimy koło niedokończonego hotelu.



Nasz nowy wóz na wyprawy jest wyposażony w dwa akumulatory. Jednak nie wiedziałem że zapalniczka z przodu do której wyjątkowo podłączyłem lodówkę jest podłączona do aku rozruchowego:) Rano ponieważ ani ja, ani Wojtek nie mieliśmy kabli trzeba było na chwilę przełożyć akumulator ze Skody:) Odpalone, wsadzony z powrotem rozładowany i jazda:)



Kolejny kierunek to Bukareszt. Jak zwykle zawsze jest coś po drodze:) Tym razem Sinaia.






Piękny Pałac Peles w Sinaia.



Donia z Mają zwiedza Pałac, a my...:)



Jakiś tor saneczkowy w okolicach Sinaia.




Bukareszt zwiedzamy praktycznie z auta, ponieważ poznany Rumun przestrzegł nas przed zostawianiem auta w centrum Bukaresztu. Grasuje tam podobno "gang", który szuka aut z obcymi rejestracjami, wybija szyby i zabiera cenne rzeczy z auta. Pewnie jakbyśmy tego nie słyszeli to byśmy Bukareszt zwiedzali pieszo:)
Na zdjęciu Pałac Parlamentu (dawniej Dom Ludowy). Budynek powstał z rozkazu Nicolae Ceausescu. Powstanie budynku wymagało wyburzenia 7 km² centrum starego miasta i wysiedlenia ok. 40 tys ludzi. Dom Ludowy projektowało 700 projektantów i budowało 20 000 robotników.
Budynek posiada 20 pięter, z czego 8 jest pod ziemią. 1100 pomieszczeń. Koszt budowy pałacu w 2006r przekroczył 3 mld euro. Powierzchnia dywanów w pałacu to 200 tys m². Do dziś zostało ukończone 80% pałacu.
Pałac posiada balkon prezydencki, z którego do tej pory przemawiały tylko 1 osoba. Był nią Michael Jackson, który w 1992 roku z wypowiedział słowa "Kocham Was mieszkańcy Budapesztu":) Myląc stolicę Rumunii ze stolicą Węgier!







Z Bukaresztu wieczorem postanawiamy dotrzeć do Morza Czarnego w Rumunii. Jedziemy autostradą do Constanty, gdzie ma czekać na nas ekipa zielonego żuka 
https://www.facebook.com/GreenCarRally?fref=ts
Dojeżdzamy po godzinie 22.00 i zaczyna się szukanie noclegu. W okolicy są też znajomi motocykliści. Okazało się że zielony żuk jest 30 km w stronę Mołdawii, a Grabson z Kleksem na motorach 30 km w stronę Bułgarii w miejscowości Vama Veche. Ponieważ kolejnym punktem naszej wyprawy ma być Bułgaria, a Grabson poleca nam swoją miejscówkę postanawiamy się udać do nich na nocleg. Hehehe:) Na miejscu okazuję się, że ta super miejscówka jest jedną wielką imprezownią:)
Na plaży same dyskoteki z głośną muzyką i my na parkingu 200m dalej:) Idealne miejsce dla dwóch rodzin z 4-ką dzieci:) No dobra, ale siły na dalszą jazdę już nie mamy, więc kładziemy żony z dziećmi do auta i namiotu, a my idziemy na...:)
Kładąc się spać ok. 4.00 myślałem sobie, że pewnie koło 6.00 -7.00 przestaną dudnieć...
Niedoczekanie:) Grabson z Kleksem wyjeżdżali o 11.00 a muzyka nadal grała:)
Polecam dla ludzi którzy potrafią się bawić nawet przez sen:)


Te zdjęcia według chronologii powinny być gdzie indziej. Ale to w końcu temat o Rumunii, więc dodaje zdjęcia z powrotu z Bułgarii:)
Przełom Dunaju. 




Decebal - ostatni król Daków. Podobno koszt tego projektu przekroczył milion dolarów.













Na koniec Timisoara i do domu.










aaaa, jeszcze kawka i jajeczniczka:)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz