Wyjazd planowany jakieś dwa tygodnie wcześniej. Miało jechać ok. 10 osób, ostatecznie jedziemy w 5. Był to wyjazd z okazji wieczoru kawalerskiego mojego brata Sebka:) Wbrew pozorom Belgrad NIE JEST NIEBEZPIECZNY, nie ma tam wojny jak to niektórzy jeszcze myślą. Ludzie są sympatyczni i przyjaźnie nastawieni:) Bastek dowiedział się o wyjezdzie w dzień wyjazdu. Gdzie jedziemy dowiedział się dopiero 100km przed Belgradem - już nie dało się ukryć...:) Oczywiście nie opisze tutaj wieczoru kawalerskiego - to zostaje tylko dla wtajemniczonych:P
Ruszamy z Nowego Targu o godzinie 21.00 w składzie - Bastek, Wojtek, Grabson, Gringo i ja:)
Przed nami 680km do celu. Jedziemy przez Słowację i Węgry. W Serbii zatrzymujemy się w Subotice i Novym Sadzie. W Belgradzie jesteśmy o 9.30.
Centrum Suboticy (po polsku Sobota)
Targ gdzieś po drodze.
A to już Novi Sad.
Dżemka:)
Serbki...
Na ostatnim piętrze był nasz hostel (10euro od osoby)
Widok z balkonu z hostelu. Fajnie obserwowało się skrzyżowanie na zdjęciu. Serbowie mają dużą fantazję w jeżdzeniu:) Zero stresu, pasy na jezdni nie istnieją, a jak chcą gdzieś się "wbić" to dwa razy klakson i jazda:)
I tam nikt na nikogo się nie denerwuje:) A ruch w tym chaosie idzie bardzo płynnie!!!
Nasz pokój.
W tym budynku są fajne imprezy, jakby ktoś się wybierał to polecam:)
Widok z Twierdzy Kalemegdan.
Takie tam z czołgiem:P
Pozostałość po wojnie.
W niedziele przed wyjazdem pojechaliśmy jeszcze zobaczyć stadion Partizana Belgrad
i FK Crveny Zvezdy Belgrad. Niestety na żaden stadion nie udało nam się wejść. Zdjęcie zrobione przez dziure w bramie:)
































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz