Strony

Bułgaria - morze i góry sierpień 2018

Kolejne dni naszego urlopu spędzamy w Bułgarii. Po przejechaniu Trasy Transfogaraskiej przekraczamy granicę rumuńską - bułgarską na moście w Ruse.
Zaraz koło Ruse odwiedzamy bułgarsko-ortodoksyjny klasztor św. Dymitra Basarbowskiego.
Klasztor ma charakter jaskiniowy, a najstarsza wzmianka o nim pochodzi z XV w.













Ruszamy dalej i po południu dojeżdżamy do naszej nadmorskiej bazy w miejscowości Byala.
Ponieważ Filip przed wyjazdem dostał rumień zakaźny, a nad morzem spotykamy się 
w gronie 37 osób, robimy kwarantanne i kolejnego dnia rano jedziemy do Nessebaru.








Kolejny dzień to plażowanie, więc nic ciekawego:)


Jadąc pierwszego dnia do Białej, dostrzegam w Prowadiji jakąś drewnianą
kładkę na szczytach nad miastem. Na trzeci dzień postanawiamy to sprawdzić.
Okazało się, że trafiliśmy do Twierdzy Ovech. 
Na początku była do bizantyjska fortyfikacja
zwana "Provaton"(dosłownie Twierdza Ram) 
i była używana przez nich od 4 do 7 wieku,
a następnie od X do końca XVII wieku
przez Traków, Rzymian, Bizantyjczyków, Bułgarów i Turków.
Na twierdzy można zobaczyć 79-metrową studnie, kościół biskupi,
więzienie rycerskie, wieżę z diabelską ścieżką i grobowce wykute w skale.










Po siedmiu nocach spędzonych w Byala żegnamy morze o wschodzie słońca
i ruszamy dalej na drugi koniec Bułgarii - w góry Pirin.


Po drodze odwiedzamy m. in. pomnik w mieście Stara Zagora,
który jest zbudowany na pamiątkę żołnierzy,
którzy zginęli w wojnie rosyjsko - tureckiej w 1877 roku.






no i oczywiście Dom Bułgarskiej Partii Komunistycznej na górze Buzludża.
Kiedy byłem tam dwa lata temu była dziura przez którą można było się przecisnąć i zobaczyć środek.
Dziś to jednak nie możliwe, ponieważ przy budynku stoi strażnik (nieprzekupny)
i pilnuje żeby nikt nie wszedł do środka. Poza tym dziura też jest zatkana. 
Podejrzewam, że jedyną opcją jest teraz otworzenie kłódki (jest starego typu i pewnie gwoździem ją otworzy) na głównym wejściu we wczesnych godzinach porannych (podejrzewam, że nie siedzą tam 24h), jednak nie wolno tego robić bo jest tam "ZAKAZ WEJŚCIA":)




Kolejnym przystankiem jest Bańsko i góry Pirin. 



Zatrzymujemy się tam 3 noce - jest tanio i bardzo dobrze.
Pierwszego dnia wyjeżdżamy kolejką gondolową na Polanę Banderishka (1620m n.p.m.)


Drugi dzień to już ranna pobudka, wyjazd z pod hotelu o 4.30 i wyjście ze schroniska Wichren
na szczyt Wichren (2914 m np.m.) kilka minut po 5.00.







Po ok. 2,5h w składzie sześciu samców i jednej sa.... yyyyy dziewczyny
meldujemy się na szczycie.  



Ale najlepsze dopiero przed nami - czyli grań Konczeto.
Dla mnie to już drugi raz, ale chętnie wrócę i trzeci:)



Zdjęcie dziadzia dla tych, którzy myślą, że nie dadzą rady:)














Widok ze szczytu Kuteło (2908 m n.p.m.)





Do góry szliśmy szlakiem czerwonym, wracamy zielonym (omija Wichren) który potem znowu łączy się z czerwonym. Dzięki temu możemy podziwiać najbardziej strome ściany Wichrenu.










Całość wycieczki zajmuje nam 8 h plus 1 h dojazdów.


Po południu jeszcze raz odwiedzamy stare miasto w Bańsku.





Dwa zdjęcia z wystawy w Bańsku.







Rano wyjeżdżamy  już w stronę domu. Mamy na powrót dwa dni, więc jeszcze po drodze coś zobaczymy. Przed wyjazdem robię jeszcze zdjęcia niedokończonych hoteli w związku z kryzysem ekonomicznym w 2009 roku.




W drodze powrotnej odwiedzamy miejscowość Bełogradczik, 
pięknie położoną miejscowość w masywie górski Stara Płanina.



Zadzwonię i możemy iść zwiedzać!


W Bełogradcziku znajduje się pięknie wkomponowana w skały Twierdza Kaleto.












Po zwiedzeniu Twierdzy Kaleto powstał pomysł przespania się w Multivanie u podnóża skał. 
Wszystko szło dobrze, droga wjazdowa znaleziona, miejsce fajne też, lecz niestety ilość małych muszek była porażająca. Chcieliśmy przejść się na spacer, ale po kilku minutach odpędzania owadów zrezygnowaliśmy z tego miejsca. Muszki siadały wszędzie, wchodziły do nosa, 
siadały na gałce ocznej.. masakra. Jedynie machanie non stop gałązką koło twarzy
dawało jakieś efekty, ale ile można:)



Więc zapadła decyzja, że jemy kolację, dzieci wsiadają do auta i zasypiają, a my przemieszczamy się do Serbii, ponieważ kolejny dzień to rejs po Dunaju.
Na posiłek udało się znaleźć bardzo fajne widokowe miejsce.
Od parkingu przy Twierdzy Kaleto do góry prowadzi ślepa uliczka, 
z której w dwie minuty można wyjść na góro-wieżę skalną z ładnym widokiem.



Nie ma tego złego...
Na nocleg decydujemy się w miejscowości Vratna przy żeńskim monastyrze.
Wjeżdżając pod monastyr już ciemną nocą (ok 22.00) widzę na drodze Daniela Zwyczajnego. Szukam aparatu, próbuję zrobić zdjęcie, ale aparat nie chce ostrzyć, coś się zacięło:)
Za chwilę patrzę, a tu następny i kolejny i jeszcze kilka:)
Zatrzymujemy się na parkingu koło monastyru, rozkładam kanapę w aucie i kładziemy się spać, 
a koło naszego auta całą noc pasą się Daniele. Wiadomo, że w takim miejscu sen jest płytki, więc co jakiś czas budzę się, poprawiam dzieci i podziwiam sobie Daniele przez szybę w odległości nawet 2m od auta. I tak do samego rana, dopóki nie wysiadłem z auta one nam towarzyszyły.






Główną atrakcją nie miał być jednak monastyr (nawet do niego nie wchodziliśmy, bo czas nam na to nie pozwalał) tylko skalne wrota/mosty. 


Łuki skalne robią ogromne wrażenie, chociaż dużo zasłaniają drzewa.
Wrota nazywają się VELIKA PRERAST I MALA PRERAST
i mają odpowiednio 34 i 26 metrów wysokości.
Czas pozwolił nam tylko na zobaczenie tego miejsca, 
chociaż chętnie poszwendalibyśmy się tam dłużej.
Zajęło nam to niecałą godziną.







Kadr z programu "Rolnik szuka żony":)


O 10.00 wypływamy na rejs po Dunaju.



Byłem, zaliczyłem, ale drugi raz bym już nie popłynął:)




Po spływie pakujemy się do aut i jedziemy serbską stroną przełomu Dunaju.




Przejechanie serbskiej strony przełomu Dunaju jest fajniejsze niż brzegiem rumuńskim, jednak potem brakuje mostu w stronę północnym i trzeba nadgonić 70km przez Smederevo, lub przepłynąć się
"nowoczesnym" promem za 10 euro z miejscowości Ram do Banatska Polanka.






Kończymy podróż i udajemy się w morderczą drogę powrotną:)
Chcemy ominąć granicę serbsko-węgierską, więc udajemy się na Timisoarę, Oradee i dalej do domu.
Po 12 h na 5.00 docieramy do domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz