W te wakacje wybieramy się do Bułgarii
trochę poplażować,
trochę pozwiedzać
i trochę posiedzieć w górach.
Dlatego już na pierwszy dzień, żeby wakacje dobrze zacząć zaplanowałem
trochę gór w Rumunii. Akurat były po drodze, podobno ładne
i podobno łatwe szlaki dla dzieci.
Góry Apuseni, czyli góry zachodnie to pasmo gór w rumuńskiej części Karpat.
Najwyższy szczyt leży w masywie Biharu (Curcubăta Mare - 1847 m n.p.m.),
ale nie szczyty pojechaliśmy tam zdobywać:)
Wyjechaliśmy z Nowego Targu o 22.00 i na 7.00 rano(8.00 czasu rumuńskiego)
byliśmy na Polanie Glavoi.
byliśmy na Polanie Glavoi.
Z tamtego miejsca mamy do przejścia dwie krótkie trasy:
- Poiana Ponor (Polane Ponor)
- Pestera Ghetarul Focul Viu (Jaskinia Lodowa Żywego Ognia)
Pierwsza atrakcja to polana, przez którą przepływa malowniczy potok,
ale to nie jedyna atrakcja tej polany,
ponieważ potok ten wypływa po jednej stronie z groty w lesie
ponieważ potok ten wypływa po jednej stronie z groty w lesie
i znika pod ziemią na drugim końcu polany.
Na Polane Glavoi prowadzi kręta droga asfaltowa,
następnie 2,5km drogi szutrowej jak na foto powyżej.
W tym miejscu mieliśmy pierwsze spotkanie z rumuńskimi psami.
Z jednej strony gromada ujadających psów stała pod drzewem,
z drugiej druga grupa (ok 6-7 psów) leciała w kierunku pierwszej.
Na szczęście szczekające psy przebiegły koło nas i nie były nami zainteresowane.
Psy były pasterskie i po chwili zza pagórka wyłonił się juhas z owcami co
nas trochę uspokoiło i mogliśmy iść dalej.
Miejsce gdzie potok ma swój początek.
Miejsce gdzie kończy swój bieg (oczywiście naziemny, bo gdzieś tam pod ziemią dalej płynie:)
Po powrocie drugie śniadanie i idziemy do Jaskini Lodowej Żywego Ognia. Spacerkiem z dziećmi zajmuje nam to ok 1h w jedną stronę.
Przy jaskini zarządzam konsumpcje zabranego z domu w termosie rosołu z makaronem.
Niestety plany krzyżuje nam trochę pies, który kręci się koło jaskini.
Pierwsze myślałem, że to pies francuzów, którzy tam przebywali, ponieważ
pies wyglądał na rasowego, lecz niestety Francuzi poszli, a pies został.
Jak tylko wyciągnąłem makaron z plecaka, pies natychmiast stał koło nas.
Postanowiłem, że nie będę dawał dzieciom jeść w takich okolicznościach
(pies niby był spokojny, ale jednak dość duży, a ja nie wiem jak się
z psami postępuje, jakby odeszła mu ochota na spokojne czekanie na swoją porcję)
i postanowiliśmy iść w kierunku samochodu i zjeść jak oddalimy się od psa.
Kolejne próby wyciągnięcia jedzenia z plecaka nadal nie przynosiły efektu,
ponieważ jak tylko wyciągnąłem makaron,
pies nie wiadomo skąd zjawiał się przy nas.
W końcu stwierdziłem, że jesteśmy tak głodni, że nie będziemy zwracać na niego uwagi,
tylko jemy. Wszystko było w porządku do czasu kiedy pojawili się kolejni turyści.
Pies bardzo agresywnie skoczył na turystę przechodzącego koło nas, zrobiło się mało ciekawie...
Na szczęście turysta wiedział jak się zachować do agresywnego psa i zdołał go po dłuższej chwili uspokoić.
Nocleg robimy w aucie na Polanie Glavoi i rano ruszamy dalej - na Trasę Transfogaraską.
Rano wstajemy dopiero przed 8.00....hmm na 10.00 umówiliśmy się na Balea Lac, a tu 5h jazdy:)
Jemy śniadanko i w drogę. Na trasę Transfogaraską wjeżdżamy ok. 14.00, jednak okazuje się,
że tego dnia trasa między 10.00-14.00 ma być zamknięta. No i była, nawet prawie do 16.00.
Stoimy w korku, gotujemy żurek, a pracownicy w tym czasie usuwają zagrażające
skały na trasie. Po ok 2h postoju (dobrze, że nie zajechaliśmy tam na 10.00:)
jedziemy na szczyt.
Na wieczór zjeżdżamy w stałe miejsce noclegowe i śpimy do 4.00 rano.
Rano wstaje, przekładam dzieci do fotelików i jedziemy dalej.
Po drodze spotyka nas miła niespodzianka, koło tamy spotykamy
niedźwiedzice z trzema niedźwiadkami:)
Niestety zanim wyciągnąłem aparat zdążyły się oddalić...
Po drodze spotyka nas miła niespodzianka, koło tamy spotykamy
niedźwiedzice z trzema niedźwiadkami:)
Niestety zanim wyciągnąłem aparat zdążyły się oddalić...
Dalej to już Bułgaria, którą opiszę w kolejnym poście.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz